Self publishing – jak na tym wyszłam

Na książce moja drobna nagroda za wydanie książki.

Jak większość z Was wie, wydałam książkę na własny koszt. Sama, praktycznie od początku do końca, tylko korektę robiła mi mama i przyjaciółka. I oczywiście nie drukowałam książki sama, tylko zleciłam drukarni. Sama napisałam ją, sama zrobiłam skład, projekt okładki i przygotowałam pliki do druku.

Nie będę tutaj przedstawiać poradnika krok po kroku, jak uzyskać numer ISBN, jak zrobić skład, czy projekt okładki – informacji na ten temat jest całe mnóstwo w Internecie, a ja wcale nie czuję się ekspertem. Ale jakby ktoś miał pytanie do nieeksperta, to chętnie odpowiem.

Poniżej znajdziecie krótkie podsumowanie mojej „działalności wydawniczej”.

Często ludzie pytają, jak wyszłam na wydaniu książki na własny koszt.

Myślę, że dzisiaj mogę już to jako-tako podsumować.

Wydrukowałam 50 sztuk, dwie musiałam odesłać do Biblioteki Narodowej jako okup za nadany ISBN, w tej chwili mam jeszcze 8 sztuk, z czego trzy są już zarezerwowane. Pozostałe 40 trafiło „do ludzi”, co uważam za wynik bardzo satysfakcjonujący. Głównie tymi ludźmi są moi bliżsi i dalsi znajomi, ale udało mi się zainteresować też kilka osób spoza tego grona.

Jeśli chodzi o kwestie finansowe, które na pewno wielu z Was nurtują, to nie wiem czy udzielę Wam satysfakcjonującej odpowiedzi. Wolałabym poprzestać na poniekąd wymijającym „nie dorobiłam się, ale też nie straciłam”. To znaczy: gdybym komuś miała zapłacić za korektę, czy za projekt okładki, to wyjście na zero nie byłoby możliwe, ale tak, przy zabawie w Zosię-Samosię kupiłam sobie skromny wisiorek za zarobione pieniądze.

Gdybym przeliczyła mój zawrotny zarobek na czas spędzony na pisaniu książki, a potem na przygotowaniu do wydania, to wyszłoby bardzo śmiesznie. Bardzo śmiesznie mało.

Ale pisanie to moje hobby.

Większość ludzi nie zarabia nic na swoim hobby. Ba, często nawet te najprostsze sposoby miłego spędzania czasu są bardziej kosztowne, niż moje pisanie. Żeby czytać trzeba albo chodzić do biblioteki, albo kupować książki, które przecież tanie nie są. Nawet siedzenie na ławce i picie piwa nie jest darmowe, bo raz, że piwo, dwa mandaty, jeśli nie posiadamy własnej ławki.

Gotowanie, podróżowanie czy fotografia są o wiele, wiele droższe niż moje pisanie.

Patrząc na to z tej perspektywy, to nie ma się co nad sobą rozczulać i zastanawiać czy mi się opłaca.
Oczywiście, że się opłaca. Zawsze warto spełniać marzenia, szczególnie, gdy głównym kosztem jest mój czas. Wydanie książki było trochę grą hazardową: nie miałam pewności, czy się zwróci. Teraz jak liczę, to byłoby za to całkiem sporo kuponów Lotto. Może więc podjęłam złą decyzję?

A tak serio, to nie mam wątpliwości, że zrobiłam dobrze, historie za mną chodzą i domagają się spisania. Nie mogę im odmawiać bez względu na to, czy potem na tym zarobię na tym, czy nie.

Chciałabym zarabiać na pisaniu.

Oczywiście, że bym chciała. Chciałabym, żeby moje książki były w Empiku. Chciałabym, udzielać wywiadów, chciałabym żeby ludzie na ulicy wiedzieli, że istnieje taka autorka. Chciałabym też mieć dom z ogrodem i podróżować po świecie.

Nie wszystkie moje marzenia muszą spełnić się już dziś. Może kiedyś… Ten brak natychmiastowego efektu nie zniechęca mnie. Będę pracować: nad swoim stylem, nad prowadzeniem fabuły, nad tworzeniem wiarygodnych bohaterów. Będę pisać i zasypywać wydawnictwa moją pisaniną aż do skutku. Jeszcze o mnie usłyszycie.

Więc jeśli napisałeś książkę i zastanawiasz się czy warto wydać te kilkaset złotych na druk, to odpowiem: warto. Dla mnie ten wydany „Chichot chochlika” to ogromna motywacja do dalszego pisania.

Powiązane wpisy

Post Author: Rozwyrazowana

Mam 25 lat, męża, dwoje dzieci, wielkie plany i ambicje.
Przede wszystkim marzę o tym, by moja pisanina została kiedyś wydana. Na razie skończyłam pisać pierwsza książkę i pracuję nad drugą.
Poza tym w zeszłym roku schudłam 30 kg, więc temat odchudzania, zdrowego żywienia i ćwiczeń też jest mi bliski.

13 thoughts on “Self publishing – jak na tym wyszłam

    napolcezksiazkami.blog.pl

    (28 września 2016 - 14:45)

    Podziwiam i gratuluję 🙂 Weszłam na Twojego fb i przeczytałam opis książki. Dla młodzieży idealna!

    Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za kolejne ewentualne publikacje

    Victoria

    (12 października 2016 - 19:46)

    Gratulacje samozaparcia. Też kiedyś chciałabym napisać książkę. Ale wiem, że na razie jest dla mnie za wcześnie. Czytam książki i piszę recenzję i mam nadzieję, że kiedyś spróbuje swoich sił w pisaniu i moje marzenie się spełni :)PS. Odpowiadając na komentarz mój mąż też nie tak pociesza 🙂

      Rozwyrazowana

      (13 października 2016 - 21:04)

      Spróbuj koniecznie i nie odkładaj tego za długo!
      Może dzisiaj nie masz tego genialnego pomysłu, na który wpadniesz za dziesięć lat, ale jeśli dzisiaj napiszesz książkę na gorszym pomyśle, za dwa lata kolejną opartą na pomyśle trochę lepszym od tego pierwszego, ale wciąż gorszym od tego, który chciałabyś mieć, to jak przyjdzie ten właściwy, to będziesz miała opanowaną technikę.
      „Chichot chochlika” nie jest zły, ale teraz, gdy pracuję nad drugą książką i mam trochę lepsze zrozumienie procesu pisania, widzę, gdzie popełniłam błędy. Druga książka nie jest jeszcze skończona, ale już widzę, że pod pewnymi względami jest lepsza, że łatwiej mi ją napisać i wynika to wyłącznie z doświadczenia, jakie nabyłam za pierwszym razem. Nie ma innej drogi do pisania niż pisać. I oczywiście czytać.

    Victoria

    (18 października 2016 - 18:45)

    Hey ostatnio wpadłam na fb na posta wydawnictwa psychoskok w którym proponują wydajnie książki. Nie wiem dokładnie o co w tym chodzi bo nie miałam czasu się wczytać ale pomyślałam, ze może ci się przydać więc przesyłam linka http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ A ja jednak zdecydowałam się na blogspot i jak na razie nawet mi się tam podoba. Na pewno o wiele lepiej jest niż na Onecie 🙂

      Rozwyrazowana

      (27 października 2016 - 18:11)

      Taki usługi proponuje wiele wydawnictw, tu widzę, że ceny i warunki są przyzwoite, ale czasem jest to rozbój w biały dzień. U mnie koszty za sztukę wyszły trochę niższe, ale korektę, skład i projekt okładki robiłam sama. Z drugiej strony nakład, a więc całkowity koszt, też miałam znacznie niższy.
      Cieszę się, że jesteś zadowolona z blogspota, będę Cię tam odwiedzać.

    ariadna

    (24 listopada 2016 - 22:32)

    To ja Ci życzę wszystkiego najlepszego! Obyś była tak sławna, że zobaczę Cię kiedyś w TV 😉

      Rozwyrazowana

      (25 listopada 2016 - 19:52)

      Dziękuję i mam nadzieję, że tak będzie.
      A jak nie w telewizji, to chociaż żeby moje książki znalazły się w Empiku.

    aniw

    (27 listopada 2016 - 13:52)

    Ja mam parę pytań związanych z pisaniem, a raczej z wydawaniem książki.
    Tak się składa, że ja moją powoli kończę i mam wielki problem:
    Co potem?
    Niby banalne pytanie, a jednak nie mam na nie żadnej odpowiedzi…
    Bardzo byłabym wdzięczna za radę 🙂

      Rozwyrazowana

      (27 listopada 2016 - 18:13)

      Dużo zależy o co pytasz. Na początek radzę, żebyś odpoczęła od tekstu przynajmniej miesiąc, a potem przeczytała wszystko jeszcze raz i poprawiła co będzie zgrzytać. Ja jestem właśnie na tym etapie z moją drugą książką.
      Potem dobrze by było, żeby ktoś z zewnątrz zrobił Ci korektę. Ja do korekty zaprzęgnęłam moją mamę i przyjaciółkę. Czasem ciężko zauważyć własne błędy ;).
      Tak jak pisałam: rozesłałam tekst po wielu wydawnictwach, ale nie dostałam żadnej odpowiedz. W większości przypadków bardzo dosłownie. Nic, null, nawet nie wiem czy mój mail dotarł. Od dwóch wydawnictw dostałam odpowiedź, że nie przyjmują w tej chwili żadnych tekstów. Od Agencji Literackiej Macadamia dostałam bardzo miłą wiadomość z uzasadnieniem odmowy, chociaż na stronie zastrzegają, że uzasadnień nie wysyłają. Od Pruszyńskiego dostałam odpowiedź odmowną po 11 miesiącach od wysłania tekstu, gdy dawno już była wydana przeze mnie.
      Jeśli chodzi o to jak krok po kroku przygotować pliki do wysłania do drukarni, to chyba mam temat na nową notkę, bo jest tego dużo: ISBN, skład, formaty plików, okładka…

    Maria

    (5 grudnia 2016 - 23:34)

    Ambitna z Ciebie dziewczyna i bardzo dobrze:) Pisanie to cudowna rzecz, ale przebijanie się przez Wydawnictwa – już mniej. Jak widać jednak, świetnie sobie poradziłaś i tak trzymaj:)

      Rozwyrazowana

      (6 grudnia 2016 - 17:12)

      Z tymi wydawnictwami też nie jest tak źle. To znaczy w większości przypadków nie dostałam w ogóle odpowiedzi, nie powiem, że zupełnie to po mnie spłynęło, ale na pewno nie przeżyłam tego tak, jak opisuje wielu autorów. Wielu pisze, że czuli się osobiście dotknięci i odtrąceni, za każdym razem, gdy jakieś wydawnictwo odmawiało. Ja jakoś szybko się przyzwyczaiłam. Niedługo czeka mnie rozsyłanie drugiej książki, zobaczymy jak pójdzie tym razem.

    Gosia

    (13 stycznia 2017 - 09:14)

    Sama popełniałam swego czasu jakieś opowiadania, czasem coś dłuższego, ale nie myślałam o wydawaniu. Co do selfbuplishingu, mam mieszane uczucia. Pisarką pełną gębą poczułabym się bowiem wtedy, gdyby jakieś wydawnictwo lub inny specjalista w dziedzinie powiedział o jakimś moim utworze: „tak, w to warto zainwestować, to się spodoba czytelnikom”…

      Rozwyrazowana

      (14 stycznia 2017 - 09:03)

      Też mam podobne odczucie, ale i tak uważam, że self publishing był dobrym wyborem. Wcześniej rozesłałam „Chichot” do kilku(nastu?) wydawnictw, ale bez odpowiedzi. Z agencji literackiej dostałam bardzo miłą odpowiedź z zachętą do dalszego pisania.
      Miałam tekst skończony i dopracowany i nie miałam pomysłu gdzie go mogę wysłać. Mogłam go zostawić w szufladzie, ale chciałam żeby ktoś to przeczytał. Mam znajomego, który od dawna wydaje sam swoje książki, trochę mnie zachęcał, trochę mi pomógł i się zdecydowałam. I jestem naprawdę zadowolona. Dużo się nauczyłam, dotarłam z moją książką do całkiem przyzwoitej widowni.
      Kończę moją drugą książkę, na początku roześlę ją po wydawnictwach licząc, że kogoś nią zainteresuję. Słyszałam, że warunki oferowane debiutantom bywają bandyckie: na przykład wymagają przeniesienia praw autorskich na rzecz wydawnictwa (to akurat standard), ale w zamian oferują bardzo niewiele: żadnej promocji, symboliczny nakład, a autor nie dostaje pieniędzy tylko kilka egzemplarzy.
      Mając doświadczenie z wydaniem „Chichotu” nie zgodziłabym się na takie warunki. Nie oczekuję dużo, wiem jakie są standardy i jeśli wydawnictwo zagwarantuje przyzwoitą promocję książki, dobry nakład i wprowadzenie do Empików to wchodzę w to. Zobaczymy co się uda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *