Byle nikogo nie urazić

 cat-51663

Czasem chcę coś powiedzieć, lub napisać, świetny temat aż pcha się na klawiaturę lub język, ale w ostatniej chwili powstrzymuję się. 90% komentarzy jakie piszę w szeroko pojętym internecie kasuję przed publikację. Serio. Piszę, piszę, sprawdzam fakty, a potem po prostu kasuję. Czemu? Bo nie chcę nikogo urazić, nie chcę się użerać z urażonymi uczuciami, a przede wszystkim nie chcę zrazić ludzi do siebie.

Ludzi, którzy i tak mnie ani trochę nie obchodzą.

Znacie to? Pewnie tak, może nie to ciągłe kasowanie komentarzy, ale przynajmniej uważanie na uczucia wszystkich dookoła. Większość moich znajomych tak robi.

Myślę, że większość ludzi robi to z automatu, nie zastanawiając się nawet przez chwilę nad powodami. Tak jakby zastanawianie się czy sąsiadom nie przeszkadza nasze za głośne oddychanie było normalną sprawą.

Dlaczego w ogóle przejmujemy się zdaniem osób, które nic dla nas nie znaczą?

Od małego uczymy się, że powinniśmy być grzeczni, szanować innych, ustępować starszym, młodszym, bardziej wykształconym, ciężko pracującym… Na dobrą sprawę wszystkim. I z tym wpojonym głęboko zestawem zasad ciężko ignorować czyjeś uczucia. Szczególnie, gdy ten ktoś zarzuca nas swoim niezadowoleniem.

Pewna znana mi terrorystka „dostaje migreny” gdy coś tylko pójdzie nie po jej myśli. Każde sprzeciwienie się powoduje u niej ból głowy, teatralne westchnięcia i ogólny pokaz fochów, dopóki reszta nie nagnie się do jej oczekiwań. Widząc ten teatr większość woli ustąpić, zamiast pozwolić jędzy pojękiwać w kącie.

Często tak jest, że po kilku spotkaniach z takimi ludźmi, po prostu odechciewa się poruszania jakichkolwiek tematów, które mogą być sporne. A czasem odechciewa się w ogóle kontaktów z ludźmi.

Tak naprawdę nie jesteśmy w stanie zadowolić wszystkich i nie ma sensu próbować. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie był to przełomowy wniosek.

Nie wszyscy muszą mnie lubić, ja też nie wszystkich lubię.

Rok 2007 i moje pomarańczowe włosy.
Rok 2007 i moje pomarańczowe włosy.

Nie wszyscy muszą się ze mną zgadzać, ja raczej z nikim nie zgadzam się w stu procentach.

Ktoś będzie na mnie obrażony? – A to w ogóle jest mój problem? Chyba nie.

Nie chcę Was przekonywać, że dotąd byłam zupełnie stłamszona i chodziłam na paluszkach wokół kruchych jak lód na wiosnę uczuć osób z mojego otoczenia, a teraz postanowiłam się zmienić. Nie, wiele razy podejmowałam decyzje, które były dla wielu krewnych i znajomych kontrowersyjne.

Przykłady? Przerwałam studia, zaszłam w ciążę, nie piszę książki i to nie „jakieś mądre”, schudłam, przytyłam, farbowałam włosy (w tej chwili mam naturalne, ale różnie bywało).

Ogólnie jestem uważana za dość bezkompromisową osobę, a mimo tego tak często łapię się na nadmiernym unikaniu konfliktów.

Od dzisiaj obiecuję, że będę się przejmować jeszcze troszkę mniej. Szczególnie zdaniem tych, na których zupełnie mi nie zależy i Wam też tego życzę.

Post Author: Rozwyrazowana

Mam 25 lat, męża, dwoje dzieci, wielkie plany i ambicje. Przede wszystkim marzę o tym, by moja pisanina została kiedyś wydana. Na razie skończyłam pisać pierwsza książkę i pracuję nad drugą. Poza tym w zeszłym roku schudłam 30 kg, więc temat odchudzania, zdrowego żywienia i ćwiczeń też jest mi bliski.

2 thoughts on “Byle nikogo nie urazić

    anna.1999

    (3 listopada 2016 - 23:42)

    No niestety tak dobrze nie jest i nigdy nie będzie. Za swoją niewyparzoną „gębę” uzyskałam spokój. Nikt przecież nie może nami rządzić i decydować o tym jakie mamy poglądy.
    Postanowienie – jak najbardziej masz racje 🙂

      Rozwyrazowana

      (5 listopada 2016 - 09:14)

      Ludzie najchętniej zwracają uwagę tym, którzy siedzą cicho i pozwalają na to. W momencie, w którym zaczynasz walczyć, coraz mniej osób próbuje wejść Ci na głowę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *