Seksualne legendy miejskie: Dowcipna antykoncepcja

Pamiętam jak dziś: miałam jakieś 16 lat, byłam u koleżanki, siedziałyśmy z jej mamą i rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Wtedy jej mama uraczyła nas taką historią, którą opowiedział jej kolega ginekolog.

Do ginekologa (tego kolegi mamy mojej koleżanki) przyszła pacjentka, bez wywiadu i zbędnych ceregieli przeszli do właściwego badania. Pacjentka zeszła, ubrała się i pyta:

– I jak tam panie doktorze?
– Ciąża rozwija się prawidłowo – odpowiedział lekarz.
– Ale jaka ciąża? – zdziwiła się pacjentka.
– A to nie z tym pani przyszła? – tym razem zdziwił się lekarz.
– Ale jak ciąża, przecież ja mam spiralę!
– Nie ma pani, widziałem.
– Mam spiralę!
– Nie proszę pani, zauważyłbym.
– Mam! Zaraz udowodnię! – po czym babka sięgnęła do torebki i rzeczywiście wyciągnęła spiralę antykoncepcyjną.

Historię w wielu podobnych wersjach słyszałam wiele razy. Jedna z nich opowiadała o parze nastolatków, którzy wpadli, co ich bardzo zaskoczyło, bo przecież przed każdym stosunkiem zakładali prezerwatywę na banana.

Chociaż uważam, że obie historie mieszczą się w granicach prawdopodobieństwa, szczególnie jeśli założymy, że bohaterami się osoby o niskim ilorazie inteligencji, to wciąż nie wierzę, że tylu ludzi ma znajomych, którym to się przytrafiło. Poza tym który ginekolog zaprasza pacjentkę na fotel przed zebraniem chociaż podstawowego wywiadu z czym przyszła?

W anglojęzycznych źródłach znalazłam historię o zakładaniu prezerwatywy na banana, z tą różnicą, że nie dotyczyła nastolatków, a rolników.

Ameryka ma też swoją, jeszcze inną wersję tej historii. Taką z prawdziwym, amerykańskim rozmachem.

Dramatyczna historia opowiada o kobiecie, która pozwała koncern farmaceutyczny, bo zaszła w ciążę, pomimo codziennego stosowania galaretki antykoncepcyjnej. Do śniadania. Na toście.

Nieplanowana ciąża zrujnowała jej karierę modelki, więc domagała się ogromnego odszkodowania, większego wyeksponowania informacji o sposobie stosowania na opakowaniu oraz umieszczania galaretki antykoncepcyjnej z dala od produktów spożywczych w sklepach, by nikt się już nie pomylił.

Chociaż historię początkowo opublikował portal satyryczny, to wielu ludzi w nią uwierzyło i co jakiś czas cytowana jest jako autentyczna.

Dlaczego te historie są takie popularne? Żarty o seksie i cudzym zażenowaniu są dość uniwersalne i dlatego jest ich mnóstwo. Spotkałam się z artykułem, którego autor stawiał tezę, że takie opowieści mają na celu dyskredytować kobiety, udowadniać ich głupotę i rozwiązłość. Ja bym jednak nie doszukiwała się takiego drugiego dna. W końcu to nie kobieta zakłada w tych historiach prezerwatywę na banana. Historii o mężczyznach wkładających swój sprzęt w dziwne miejsca jest ogrom. Też są zabawne i popularne, a na pewno nie wszystkie są prawdziwe.

A Wy słyszeliście jakieś wyjątkowo dziwne historie o antykoncepcji, które przytrafiły się znajomym Waszych znajomych?

***

To był ciężki tydzień pod względem działania strony. Najpierw we wtorek zainteresowali się mną hakerzy i strona zniknęła na dwa dni, a przedwczoraj hosting zaliczył potężną wywrotkę i zafundował nam kolejne 24 godziny offline.

Powiązane wpisy

Post Author: Rozwyrazowana

Mam 25 lat, męża, dwoje dzieci, wielkie plany i ambicje.Przede wszystkim marzę o tym, by moja pisanina została kiedyś wydana. Na razie skończyłam pisać pierwsza książkę i pracuję nad drugą.Poza tym w zeszłym roku schudłam 30 kg, więc temat odchudzania, zdrowego żywienia i ćwiczeń też jest mi bliski.

1 thought on “Seksualne legendy miejskie: Dowcipna antykoncepcja

    Martynka

    (5 lipca 2017 - 23:21)

    Hmm.. Chyba żadnych takich opowieści nie znam, a jeżeli znam to już o nich zapomniałam. 😀
    Galaretkę antykoncepcyjną musiałam wygooglować, bo nie miałam pojęcia o jej istnieniu. Jeżeli chodzi o anegdotkę z bananem – nic mnie już nie zdziwi, bo „pomysłowość” ludzka granic nie ma i wiele razy się o tym przekonałam!
    Pozdrawiam, M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *