Opowiadanie: Cudotwórca

Dzisiaj znowu daję nura do szuflady i wyciągam dla Was napisane dawno temu opowiadanie. Miłego czytania!

 

Starsi ludzie chorują. Znana sprawa, prawda? Tak samo było z moją babcią. Kolejne choroby zabierały jej powoli sprawność, a my patrzyliśmy na to ze smutkiem. Pewnego razu jednak, gdy przyjechaliśmy ją odwiedzić, coś się zmieniło. Babcia promieniała, jakby wstąpiła w nią nowa energia, jakby przeżywała drugą młodość.

– To ten nowy lekarz – powiedziała, gdy zapytaliśmy ją o to. – Jest po prostu cudotwórcą.

Nie uspokoiło nas to. Tyle się słyszy o szarlatanach wyciągających pieniądze od starszych ludzi. Babcia zapewniła nas jednak, że jest to lekarz, ba profesor medycyny, który prowadzi prywatny gabinet i oprócz tego, że jego metody leczenia dają nadzwyczajne rezultaty, to nie ma w tym nic dziwnego. Żadnych chińskich medycyn naturalnych, żadnych wahadełek czy pamięci wody. Tylko leki, badania i zdrowy tryb życia. Do tego gabinet w centrum dużego miasta. Cóż, wyglądało to dobrze.

Lata mijały, babcia odzyskała pełną sprawność. Nie raz odbierałam babcię po wizycie u jej lekarza, choć nigdy nie wchodziłam do kamienicy, w której znajdował się gabinet. Czemu? Dzisiaj nie jestem w stanie sobie na to odpowiedzieć. Wiem, że raz zastanowiłam się, czemu nie ma żadnych oznaczeń na drzwiach, żadnego szyldu. Nic, kompletnie nic. Doszłam wtedy do wniosku, że po prostu tak wspaniały specjalista nie potrzebuje reklamy.

Babcia dożyła bardzo podeszłego wieku, zmarła śmiercią naturalną, niemal do ostatnich chwil była wierna swojemu doktorowi. Po jej śmierci postanowiłam pójść do niego, podziękować, powiedzieć ile znaczył dla babci. Taki ludzki odruch. Podjechałam więc do tak dobrze znanej mi kamienicy, weszłam do środka i znalazłam tylko zakład fryzjerski. Żadnego gabinetu, ani nawet śladu po gabinecie. Podeszłam więc do recepcji. Stała tam młoda dziewczyna. Na moje pytanie czy pan doktor, który tu przyjmował wyniósł się i czy zna może adres, uśmiechnęła się przepraszająco i powiedziała, że nigdy nie słyszała, by był tu kiedykolwiek gabinet lekarski. Ogromnie zdziwiona powiedziałam jej o lekarzu, który tak wspaniale zajął się moją babcią. Dziewczyna rozejrzała się nerwowo.

– Wie pani – powiedziała. – Tutaj dzieje się coś dziwnego. W czwartki popołudniu przychodzą starsze panie, siadają u nas w poczekalni. Płacą po pięćdziesiąt złotych, wchodzą pojedynczo do ubikacji i wychodzą z niej uśmiechnięte i odmienione. Szefostwo na początku próbowało je przeganiać, lecz i tak pojawiały się w kolejny czwartek o tej samej porze. W końcu podjęto decyzję, że skoro tak dobrze płacą za skorzystanie z toalety, to nikt nie będzie im w tym przeszkadzał.

– Mogę zobaczyć tę ubikację? – zapytałam, bo było to jedyne, co przyszło mi do głowy. Dziewczyna zaprowadziła mnie. Otworzyłam drzwi, spodziewając się zobaczyć coś nadzwyczajnego. Nic takiego nie nastąpiło. Elegancka brązowo-kremowa glazura, zwykła muszla klozetowa. Nic, co mogło wywoływać halucynacje czy leczyć choroby.

Po powrocie do domu wciąż skołowana poszukałam nazwiska lekarza w Google. Znalazłam jedną informację. Profesor medycyny Piotr Antałek rzeczywiście był mieszkańcem mojego miasta, z tym drobnym zastrzeżeniem, że zmarł prawie sto lat temu.

Post Author: Rozwyrazowana

Mam 25 lat, męża, dwoje dzieci, wielkie plany i ambicje. Przede wszystkim marzę o tym, by moja pisanina została kiedyś wydana. Na razie skończyłam pisać pierwsza książkę i pracuję nad drugą. Poza tym w zeszłym roku schudłam 30 kg, więc temat odchudzania, zdrowego żywienia i ćwiczeń też jest mi bliski.

7 thoughts on “Opowiadanie: Cudotwórca

    L.B.

    (4 stycznia 2017 - 16:58)

    Powiem tak: Początek wzbudzający ciekawość, środek buduje napięcie, a zakończenie jest zaskakujące. W moim odczuciu, oczywiście. Podoba mi się. 😉 Fajnie też, że bohaterką została osoba starsza.

      Rozwyrazowana

      (6 stycznia 2017 - 20:54)

      Dziękuję! Całe opowiadanie powstało, bo znajoma polecała mi lekarza, który miał gabinet w centrum dużego miasta, a Google w ogóle go nie znajdowało. I tak jakoś moja wyobraźnia zaczęła pracować.

    borntobemybaby

    (4 stycznia 2017 - 19:13)

    Opowiadanie mnie zaciekawiło i wciągnęło. Zakończenie rzeczywiście zaskakujące. Nie zmieniam zdania, że świetnie piszesz. Do przeczytania! 🙂

      Rozwyrazowana

      (6 stycznia 2017 - 20:55)

      Bardzo dziękuję. Dzięki takim komentarzom łatwiej mi się zagnać do dalszej pracy nad książką, której kończenie idzie mi ostatnio strasznie słabo.

    jotka

    (7 stycznia 2017 - 13:46)

    Czyli pan doktor leczył z zaświatów, super pomysł 🙂

      Rozwyrazowana

      (7 stycznia 2017 - 15:09)

      A może po prostu salon fryzjerski używał za mocnego odświeżacza powietrza i stąd halucynacje? Ja tam nie wiem…

    Gosia

    (13 stycznia 2017 - 09:08)

    Fajne opowiadanie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *