Opowiadanie: Jedyna

Opowiadania

*Ostatnio nie pisuję opowiadań, więc znów staroć wygrzebany z najgłębszych otchłani mojego dysku.*

Jedyna!

Postanowiłem napisać do Ciebie list, by wyjaśnić wszystko. Mam wrażenie, że ta staroświecka forma jest najodpowiedniejsza. Bo nasza historia jest jak wyjęta ze staroświeckiej bajki, z tą różnicą, że wydarzyło się to naprawdę. W realnym świecie.

Piszę do Ciebie „jedyna”, piszę o naszej historii, mimo tego, że wciąż nie jestem pewien, czy odwzajemnisz moje uczucia. Mam jednak taką nadzieję. Ale koniec ze wstępem. Przejdźmy do sedna sprawy. Do historii.

Był czwartek, taki sam jak wiele innych czwartków w moim życiu. Może trochę bardziej deszczowy niż normalnie. I wtedy podjąłem chyba najlepszą decyzję z możliwych. Banalną, ale najlepszą. Dałem się wyciągnąć na dyskotekę. Nie lubię dyskotek, ale wtedy stwierdziłem, że wyjście tam od czasu do czasu nikomu nie zaszkodzi. I poszedłem, a tam spotkałem Ciebie.

Podszedłem do Ciebie. Tańczyliśmy, patrzyłem w Twoje oczy. W tym wszystkim była jakaś ogromna dawka magii i emocji. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale jestem prawie pewien, że Ty też to czułaś. Dla mnie wtedy świat na chwilę się zatrzymał, istnieliśmy tylko Ty i ja. Chciałem, żeby trwało to wiecznie. Z jednej strony chciałem się dowiedzieć o Tobie jak najwięcej, a z drugiej czułem, że jak się odezwę, to coś się skończy, jakaś magia się skończy, więc się nie odzywałem.

Pewnie wciąż tańczyłbym z Tobą na tamtym parkiecie, gdyby nie to, że nagle zniknęłaś. Powiedziałaś tylko, że zaraz ucieknie Ci ostatni autobus i rozpłynęłaś się w powietrzu. Wybiegłem za Tobą, ale Ciebie nigdzie już nie było, a ja zostałem sam, nie wiedząc o Tobie prawie nic. Miałem mniej niż książę w bajce o Kopciuszku. On miał jej buta. Ja tylko znałem zapach Twoich perfum. I wiedziałem o której odjeżdża Twój ostatni nocny autobus. Włóczyłem się smętnie po okolicy czekając aż wydarzy się cud – aż skądś, znikąd pojawisz się Ty. Ale się nie pojawiłaś.

Tak samo jak na dyskotece w kolejnym tygodniu. I w kolejnym również. A ja siedziałem, piłem piwo i wypatrywałem Twojego nadejścia powoli tracąc nadzieję. Po trzech tygodniach straciłem ją całkiem i wyrzucałem sobie, że naiwnie uwierzyłem, że spotkać mnie może coś takiego: miłość namiętna i prawdziwa. A na dodatek od pierwszego wejrzenia.

Powoli sam siebie zacząłem posądzać o jakiś napad zaćmienia umysłowego. Nie mogłaś przecież być tak idealna – po prostu chwilowe emocje mną zawładnęły i zobaczyłem Cię taką, jaką chciałem zobaczyć. Powtarzałem sobie to tak często, że w końcu w to uwierzyłem i przestałem o Tobie myśleć. Aż do wczoraj.

Wczoraj znów się spotkaliśmy. W autobusie. I znów poczułem to, co za pierwszym razem. Dobrze, że znów nie straciłem głowy i zapytałem Cię o numer telefonu. Ba, nawet zaprosiłem Cię na jutro do kina. A Ty się zgodziłaś. Tak pięknie przy tym się uśmiechałaś… A wiesz co jest w tej całej historii najśmieszniejsze? Że znów splot dziwnych zbiegów okoliczności sprawił, że się spotkaliśmy. Gdyby nie to, że zabrałem przez pomyłkę telefon kumpla i pojechałem mu go oddać, gdyby nie to, że uciekł mi jedyny bezpośredni autobus i musiałem jechać z przesiadką, to pewnie nigdy już byśmy się nie spotkali. I wiesz, może to całkiem nieracjonalne, ale wciąż się zastanawiam czy to zwykły zbieg okoliczności, czy może jednak przeznaczenie.

Mam nadzieję, że wszystko potoczy się jak w historii o „Kopciuszku” i teraz, gdy już Cię odnalazłem, będziemy żyć długo i szczęśliwie.

Kajetan

Powiązane wpisy

Post Author: Rozwyrazowana

Mam 25 lat, męża, dwoje dzieci, wielkie plany i ambicje. Przede wszystkim marzę o tym, by moja pisanina została kiedyś wydana. Na razie skończyłam pisać pierwsza książkę i pracuję nad drugą. Poza tym w zeszłym roku schudłam 30 kg, więc temat odchudzania, zdrowego żywienia i ćwiczeń też jest mi bliski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *