Self publishing – jak wydać książkę krok po kroku

Wpis o tym, czy zostanie własnym wydawcą opłaciło mi się cieszy się sporą popularnością. Myślę więc, że wpis o tym, jak przygotować książkę do druku też może Was zainteresować.

Zkładam, że masz już książkę, napisaną, poprawioną i zdecydowałaś (albo może zdecydowałeś), że wydasz ją na własny koszt.

Czego będziesz potrzebować?

1. Pieniędzy

Ile? To możesz obliczyć na przykład tutaj. Poeksperymentuj z ilością stron i egzemplarzy – koszt druku 10 i 15 nie różni się w ogóle, powyżej pewnego pułapu cena za sztukę spada bardzo powoli. Po kilku eksperymentach będziesz wiedzieć jaki nakład będzie dla Ciebie najlepszy. Ja drukowałam 50 sztuk.

Jak widzicie, zdecydowanie lepiej jest mieć swoją okładkę i swój plik .pdf. Tym bardziej, że jeśli nie macie, to za tę dodatkową opłatę dostaniecie tylko dostęp do kreatorów pomagających w stworzeniu jednego i drugiego, a nie usługę składu i projektowania. Ta drukarnia nie jest najtańsza, ale u nich drukowałam i mogę na pewno powiedzieć, że jakość druku i klejenia jest dobra. Ja jako laik nie znajduję nic, do czego mogłabym się przyczepić.

Nie wiem ile kosztuje skład, jeśli chcielibyście komuś to zlecić. Tak samo nie wiem ile kosztuje projekt okładki. Na pewno znajdziecie grafików, którzy zrobią to tanio, ale niekoniecznie jest to dobry pomysł. Widziałam trochę prac tanich grafików i wolę swoje niedoskonałe dzieła.

2. Numeru ISBN

Numer ISBN nie jest obowiązkowy, ale pozwala na obniżenie VAT z 23% do 5%. Żeby uzyskać numer ISBN nie trzeba mieć działalności gospodarczej.

Podanie o nadanie numeru składa się przez stronę: https://e-isbn.pl, wszystko miło, prosto i przyjemnie. Na dobry początek dostajemy pulę 10 numerów, do wykorzystania w dowolnym okresie. Pamiętajcie, że nadając książce numer ISBN zobowiązujecie się do wysłania dwóch egzemplarzy wydrukowanej książki do Biblioteki Narodowej.

3. Złożony tekst zapisany w .pdf

Zanim zaczniecie skład, musicie zdecydować, w jakim formacie będziecie drukować swoją książkę. „Chichot Chochlika” jest wydrukowany na B5.

W niektórych poradnikach znajdziecie, że plik tekstowy powinien posiadać spady (dodatkowe 3 mm z każdej strony), w innych, że nie jest to wymagane. Szczerze mówiąc nie pamiętam jak to w końcu zrobiłam, ale z tego co udało mi się dowiedzieć, to jedno i drugie rozwiązanie nie spowoduje katastrofy w druku, najwyżej drobne przesunięcie.

Ja składałam tekst w Wordzie kierując się radami z tego bloga. Poszło mi całkiem nieźle, chociaż wdarł się drobny błąd, jakiś chochlik ukradł jeden enter i w dwóch miejscach gwiazdki, które miały zaczynać stronę wylądowały na końcu poprzedniej. Mogę z tym żyć.

Do druku będziecie potrzebowali pliku pdf z osadzonymi czcionkami, cokolwiek to oznacza. Wiem, że takie pliki można utworzyć korzystając z darmowego oprogramowania PrimoPDF.

4. Okładki w CMYK .pdf

Zanim zaczniecie zastanawiać się nad wyglądem okładki musicie ustalić jakie będą jej wymiary. Do mnie najbardziej przemówiło to opracowanie.  Wbrew temu, co jest tam napisane większość drukarni wymaga spadów.

Dobra, jeśli wiecie już w jakim rozmiarze ma być wasza okładka, to przydałoby się teraz dowiedzieć jak i czym.
Moja okładka powstawała w GIMPIE, Canvie, Publisherze i Kricie. Tak, we wszystkich naraz. Ale po kolei.
W miarę ostateczny projekt okładki wygląda tak:

Chichot chochlika - projekt okładki

Zdjęcie lawendy i rysunek chochlika pochodzą ze strony Pixabay.com, na której znajdziecie darmowe zdjęcia, które można wykorzystywać komercyjnie. Mój chochlik w oryginale był różowy, więc przemalowałam go w GIMPIE i w tym samym programie wkleiłam go na zdjęcie. GIMP jest darmowym programem.

Canva.com to również darmowa aplikacja pozwalająca na szybkie tworzenie projektów. Bawiłam się tam kolorami i testowałam różne warianty rozłożenia elementów, ale ze względu na to, że nie wszystkie czcionki posiadają polskie znaki, a także ze względu na brak możliwości dodania prowadnic były to tylko zabawy koncepcyjne. Pierwszy projekt z canvy wyglądał tak:

Chichot chochlika - koncepcja okładki

Jak widzicie nie ma on odpowiedniej budowy (czyli po lewej tył, potem grzebiet, a po prawej okładka). Szybka zabawa, żeby sprawdzić czy to w ogóle zagra.

Wracając jednak do tworzenia projektu: prowadnice można ustawiać w Publisherze, Publisher jest częścią pakietu Office i niestety nie jest darmowy. Po co i gdzie je ustawiać? Zgodnie ze schematem z pierwszego linka w tym akapicie. Dzięki temu wiedziałam gdzie mam spady, marginesy i grzbiet. W efekcie otrzymałam prawie ostateczny plik. Wyeksportowałam go do pliku .tif wysokiej jakości.

Problem jest ten, że dalej był to plik RGB, a nie CMYK. Znaczy to, że komputer dobrze widzi i rozumie jego kolory, ale drukarka już nie za bardzo.

Tu wchodzi kolejny darmowy program – Krita. Możliwe, że te początkowe zabiegi, które robiłam w GIMPIe mogłabym zrobić w Kricie. Szczerze mówiąc nie wiem. Kritę znalazłam szukając narzędzia do konwersji z RGB do CMYK, więc długo po tym, jak Chochlik został pomalowany i wklejony. W każdym razie po użyciu Krity dostałam CMYK .tif.

Kilka linijek temu pisałam, że CMYK to nie jest to, co komputer rozumie najlepiej. Tak wygląda ten sam plik z kolorami zapisanymi w CMYK otwarty w dwóch różnych programach:

Plik CMYK otwarty w dwóch programach

W druku kolory wyszły bardzo zbliżone do tych z projektu, może trochę przesunięte w stronę tych, które widzicie po lewej.

Naprawdę nie pamiętam czym konwertowałam tego .tif do .pdf. Było to albo PrimoPDF albo jakieś narzędzie online.

5. Odwagi

Jak masz już te wszystkie pliki w odpowiednich formatach i odłożone pieniądze na druk, to wystarczy kilka kliknięć i Twoja książka może zacząć istnieć.

Dla mnie było to trochę stresujące. Co jeśli któryś plik jest nie taki, jak trzeba? Co jeśli utknę z 40 niesprzedanymi egzemplarzami? Ani jedno, ani drugie na szczęście się nie stało. Wydruk wyszedł ładnie, książek już prawie nie mam. Jakieś ostatnie egzemplarze czekają na właścicieli. Czy zdecydowałabym się na wydanie kolejnej książki w ten sposób? Zdecydowanie.

A na koniec kilka zdjęć pokazujących jak wygląda moją książka już po wydrukowaniu:

 

Powiązane wpisy

Post Author: Rozwyrazowana

Mam 25 lat, męża, dwoje dzieci, wielkie plany i ambicje. Przede wszystkim marzę o tym, by moja pisanina została kiedyś wydana. Na razie skończyłam pisać pierwsza książkę i pracuję nad drugą. Poza tym w zeszłym roku schudłam 30 kg, więc temat odchudzania, zdrowego żywienia i ćwiczeń też jest mi bliski.

6 thoughts on “Self publishing – jak wydać książkę krok po kroku

    aniw

    (30 listopada 2016 - 20:56)

    Ten wpis na pewno pomoże wielu początkującym pisarzom!
    Napisany jest prostym językiem, który wystarczy tak naprawdę tylko przeczytać i już wie się o co chodzi .
    Wiem co mówię, bo czytałam na innych stronkach podobne wpisy.
    Szczerze?
    Nic z tego nie zrozumiałam, a z twojego (uwierz mi krótkiego) wpisu od razu dowiedziałam się co, jak i gdzie.
    Dzięki!

      Rozwyrazowana

      (1 grudnia 2016 - 17:25)

      Nie jestem fachowcem, więc ciężko żebym używała bardzo fachowego języka ;). Poza tym przeszłam przez to, czegoś się nauczyłam i mam nadzieję, że komuś to pomoże.

    borntobemybaby

    (29 grudnia 2016 - 21:07)

    Kocham pisać i od zawsze wpajano mi, że mam do tego talent. Znajomi się zachwycali, nauczycielki polskiego się rozpływały. Od zawsze marzę o wydaniu książki. Dzięki Twojemu wpisowi stało się to bardziej realne. Dziękuję 🙂

      Rozwyrazowana

      (29 grudnia 2016 - 22:02)

      Warto walczyć o swoje marzenia. A samo napisanie książki jest chyba trudniejsze niż później przebrnięcie przez proces wydawania jej. Będę trzymać kciuki, żeby Ci się udało jedno i drugie.

    Marta

    (27 maja 2017 - 21:37)

    Gdzie dokładnie prowadziłaś sprzedaż swojej książki? Jedynie przez stronę? Nie myślałaś o współpracy z wydawnictwami typu [tu był link] które ogarną temat okładki, składu i innych detali, ale przede wszystkim zajmą się dystrybucją?

      Rozwyrazowana

      (27 maja 2017 - 21:57)

      Usunęłam link w Twoim komentarzu, nie traktuj tego zbyt osobiście – nie znam tego konkretnie wydawnictwa, o którym piszesz, ale mam złe zdanie o tego typu wydawnictwach. Więc zróbmy z tego rozmowę o regule, a nie o konkretnym przypadku, dobrze?
      W sumie dystrybujca poszła głównie pocztą pantoflową, ale że nakład był symboliczny, to wystarczyło.
      Jeśli chodzi o współpracę z wydawnictwami, które „pomagają” każdemu, kto zapłaci, to w większości przypadków warunki są zbójeckie. Płaci się 100% kosztów druku i jeszcze trochę za dodatkowe usługi, a dostaje kilka procent. Tu widzę, że wydawnictow obiecuje „wysokie zyski”. ale jak to wychodzi w liczbach, już nie podają.
      Nie wiem czy jesteś z działu marketingu tego wydawnicta, jeśli tak, to się na pewno ze mną nie zgodzisz, ale moim zdaniem, prezentowane przez nich okładki są słabe graficznie.
      Wydanie tak całkiem od początku do końca na własny koszt i własnym wysiłkiem nie jest łatwe. Wymaga to dużo pracy. Skład nie wyszedł idealnie. Kolory na okładce trochę odbiegają od tego, co planowałam, ale nieznacznie. Kończę pisać drugą książkę, jak skończę, ruszę na podbój wydawnictw. Jak się nie uda, to znów wydam na własny koszt, też zupełnie samodzielnie. Może bardziej powalczę o jakieś inne kanały dystrybucji? Ale z wszystkich elementów selfpublishingu będzie mi najbardziej brakować kontroli nad okładką.
      Jestem straszną Zosią-samosią i niechętnie powierzam komuś coś, co jest dla mnie ważne. Może dla kogoś takie wydanie jest korzystne, ale na pewno nie jest to droga dla mnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *